„Matka czy portfel? Gorzka lekcja z własnej rodziny”

– Mamo, naprawdę myślałam, że dasz mi więcej – powiedziała Ola, patrząc na mnie z wyrzutem, kiedy wręczyłam jej kopertę w dniu jej ślubu. Wokół nas śmiech, muzyka, goście tańczący poloneza, a ja poczułam, jakby ktoś wylał na mnie kubeł lodowatej wody. Przez chwilę nie mogłam wydobyć z siebie głosu. Stałyśmy obok stołu z prezentami, a jej świeżo poślubiony mąż, Tomek, zerkał na nas niepewnie.

– Olu, to wszystko, na co nas stać – wyszeptałam, próbując ukryć drżenie rąk. – Wiesz przecież, jak jest…

– Ale mamo! – przerwała mi ostro. – Przecież tata ma nową pracę, a ty ciągle powtarzasz, że oszczędzamy na przyszłość. Myślałam… myślałam, że to będzie coś więcej. Wszyscy moi znajomi dostali od rodziców dużo więcej.

W tamtej chwili poczułam się jak najgorsza matka na świecie. Przez głowę przelatywały mi obrazy: Ola jako mała dziewczynka, jak tuli się do mnie po upadku z roweru; Ola płacząca po pierwszej kłótni z przyjaciółką; Ola szczęśliwa, gdy dostała się na studia. Zawsze byłam przy niej. Zawsze dawałam jej wszystko, co mogłam – czasem kosztem siebie. Ale teraz… teraz liczyło się tylko to, ile włożyłam do koperty.

Przez resztę wesela czułam się jak cień. Mąż próbował mnie pocieszać:

– Daj spokój, Aniu. Młodzi są teraz inni. Może za bardzo się przejmujesz?

Ale ja nie mogłam przestać myśleć o tym jednym zdaniu: „Myślałam, że dasz mi więcej”.

Po powrocie do domu długo nie mogłam zasnąć. Przewracałam się z boku na bok, analizując każdą rozmowę z Olą z ostatnich miesięcy. Czy naprawdę wychowałam ją na osobę, dla której ważniejsze są pieniądze niż miłość? Czy może to ja jestem oderwana od rzeczywistości?

Następnego dnia zadzwoniła do mnie moja siostra, Magda.

– Słyszałam, że Ola była niezadowolona z prezentu – zaczęła ostrożnie.

– Tak… – odpowiedziałam cicho. – Nie wiem już, co robić. Czuję się winna i zraniona jednocześnie.

– Aniu, nie obwiniaj się. Dzieciaki teraz mają inne priorytety. Ale może powinnaś z nią porozmawiać? Tak szczerze.

Zebrałam się na odwagę i zadzwoniłam do Oli kilka dni później.

– Cześć córeczko…

– Cześć mamo – odpowiedziała chłodno.

– Chciałabym porozmawiać o tym, co się stało na weselu. Bardzo mnie to zabolało.

Po drugiej stronie zapadła cisza. W końcu Ola westchnęła:

– Mamo… ja po prostu czułam się rozczarowana. Tomek dostał od swoich rodziców 20 tysięcy złotych i samochód. A ja…

– Olu! – przerwałam jej. – My nie mamy takich pieniędzy! Pracuję w szkole, tata dopiero co zmienił pracę po zwolnieniach w fabryce. Wszystko, co mamy, oddaliśmy wam z serca.

– Wiem… – powiedziała cicho. – Ale wiesz… wszyscy wokół mówią tylko o pieniądzach. Ile kto dostał, kto co kupił… Ja też chciałam poczuć się wyjątkowo.

Wtedy dotarło do mnie coś strasznego: świat mojej córki jest zupełnie inny niż mój. Dla niej miłość rodziców mierzy się w złotówkach i prezentach. Dla mnie – w czasie spędzonym razem i wsparciu w trudnych chwilach.

Przez kolejne tygodnie nasze relacje były chłodne. Ola rzadziej dzwoniła, unikała spotkań rodzinnych. Czułam się coraz bardziej samotna i bezradna. Nawet mój mąż zaczął unikać rozmów o Oli.

Pewnego dnia spotkałam na rynku panią Zofię, sąsiadkę z klatki obok.

– Pani Aniu, co taka smutna? – zapytała życzliwie.

Opowiedziałam jej całą historię. Pani Zofia pokiwała głową:

– Moja córka też kiedyś miała pretensje o pieniądze. Ale wie pani co? Z czasem zrozumiała, że najważniejsze to mieć rodzinę przy sobie. Proszę dać Oli czas.

Te słowa dały mi trochę otuchy. Postanowiłam napisać do Oli list – prawdziwy list na papierze, nie SMS-a czy maila.

„Olu,
Nie wiem, czy kiedykolwiek zrozumiesz moje decyzje i wybory. Chciałabym Ci powiedzieć tylko jedno: kocham Cię najbardziej na świecie i zawsze będę przy Tobie – niezależnie od tego, ile pieniędzy mam w portfelu. Mam nadzieję, że kiedyś to docenisz.”

Nie odpowiedziała od razu. Minęły dwa tygodnie ciszy.

Aż pewnego wieczoru zadzwoniła.

– Mamo… przeczytałam Twój list. Przepraszam za wszystko. Chyba za bardzo dałam się ponieść temu całemu szaleństwu wokół pieniędzy i prezentów…

Płakałyśmy obie przez telefon.

Dziś nasze relacje są lepsze, choć już nigdy nie będą takie same jak dawniej. Wiem jednak jedno: czasem trzeba przejść przez ból i rozczarowanie, żeby naprawdę docenić to, co najważniejsze.

Czy naprawdę musimy mierzyć miłość w złotówkach? A może wystarczy po prostu być razem i rozmawiać szczerze – nawet jeśli boli?