Niespodziewany gość: Kiedy teść burzy spokój naszego domu
— Znowu?! — krzyknąłem, patrząc na Magdę, która właśnie odkładała telefon. — Twój tata przyjeżdża dziś na noc? Przecież był tu w zeszły weekend!
Magda spojrzała na mnie z wyrzutem. — Przesadzasz, Paweł. Tata jest samotny, a my mamy duże mieszkanie. To tylko kilka dni.
Kilka dni. Zawsze zaczynało się od kilku dni, które rozciągały się w tygodnie. Gdy pół roku temu przeprowadziliśmy się do Poznania, miałem nadzieję na nowy początek. Zostawiliśmy za sobą Warszawę, stresującą pracę i wieczne korki. Chciałem spokoju, własnego kąta, gdzie będziemy mogli być tylko we dwoje. Ale pan Zbigniew miał inne plany.
Pamiętam pierwszą wizytę. Przyjechał z torbą pełną słoików i narzekań na sąsiadów z rodzinnego Kalisza. — U was to przynajmniej cicho — mówił, rozsiadając się na naszej kanapie. — U mnie wiecznie ktoś wierci, a tu… cisza jak makiem zasiał.
Początkowo próbowałem być uprzejmy. Rozmawiałem z nim o piłce nożnej, gotowałem obiady, nawet razem naprawialiśmy cieknący kran. Ale z czasem jego obecność zaczęła mnie przytłaczać. Wchodził do kuchni o świcie, głośno komentował programy informacyjne i nieustannie krytykował moje pomysły na urządzenie mieszkania.
— Paweł, po co ci te rośliny na parapecie? Tylko robactwo się zalęgnie — mówił pewnego ranka, przesuwając moją ukochaną monsterę.
Magda zawsze stawała po jego stronie. — Tata się zna, całe życie miał ogród — tłumaczyła.
Czułem się jak intruz we własnym domu. Nawet nasza sypialnia przestała być azylem — pan Zbigniew potrafił zapukać o 22:00 z pytaniem, czy mamy aspirynę albo czy nie przeszkadza nam, że ogląda jeszcze telewizję w salonie.
Próbowałem rozmawiać z Magdą. — Kochanie, musimy ustalić jakieś zasady. To nasz dom, a ja czuję się tu coraz gorzej.
— Przesadzasz! — odpowiadała zirytowana. — Tata nie ma nikogo poza mną. Chcesz go wyrzucić?
Nie chciałem nikogo wyrzucać. Chciałem tylko poczuć się ważny dla własnej żony.
Z czasem zacząłem unikać domu. Zostawałem dłużej w pracy, spotykałem się z kolegami na piwie, byle tylko nie wracać do tej dusznej atmosfery. Magda zauważyła zmianę.
— O co ci chodzi? Odkąd tata częściej przyjeżdża, jesteś nie do zniesienia!
— Bo nie mam już siły! — wybuchłem pewnego wieczoru. — On tu rządzi! Nawet nie pytasz mnie o zdanie!
Wtedy pierwszy raz zobaczyłem łzy w oczach Magdy.
— Myślałam, że chcesz być częścią mojej rodziny…
Milczałem długo. W głowie kłębiły mi się myśli: czy naprawdę jestem taki egoistyczny? Czy to źle chcieć mieć dom tylko dla siebie?
Sytuacja pogarszała się z każdym tygodniem. Pan Zbigniew zaczął zostawać coraz dłużej. Raz nawet przyprowadził swojego psa bez pytania.
— Przecież mówiłeś, że lubisz zwierzęta — rzucił z uśmiechem.
Pies szczekał całą noc, a ja następnego dnia ledwo trzymałem się na nogach w pracy.
W końcu doszło do poważnej kłótni między mną a Magdą.
— Albo twój ojciec przestaje tu mieszkać, albo ja się wyprowadzam! — powiedziałem stanowczo.
Magda patrzyła na mnie przez chwilę w milczeniu. — Nie wierzę… Naprawdę postawiłeś mnie pod ścianą?
— Nie chcę cię zmuszać do wyboru… Ale ja już nie daję rady.
Przez kilka dni prawie ze sobą nie rozmawialiśmy. Pan Zbigniew wyczuł napięcie i zaczął pytać Magdę szeptem: — Wszystko w porządku?
W końcu usiedliśmy razem przy stole. Ja, Magda i jej ojciec.
— Panie Zbyszku — zacząłem niepewnie — bardzo pana szanuję i wiem, że jest pan dla Magdy ważny. Ale my też potrzebujemy czasu dla siebie…
Pan Zbigniew spojrzał na mnie surowo. — Myślisz, że mi tu tak wygodnie? Samotność boli bardziej niż myślisz.
Magda zaczęła płakać. — Nie chcę was stracić…
Wtedy pierwszy raz zobaczyłem w oczach pana Zbigniewa coś więcej niż upór — zobaczyłem strach przed samotnością.
Od tamtej pory próbujemy znaleźć kompromis. Pan Zbigniew przyjeżdża rzadziej, a my odwiedzamy go w Kaliszu. Ale blizny zostały.
Czasem zastanawiam się: czy można naprawdę być szczęśliwym w małżeństwie, jeśli nie potrafimy postawić granic najbliższym? Czy to ja jestem zbyt wymagający… czy po prostu każdy z nas boi się zostać sam?