„To nie jest twój dom” – Moja walka o miejsce w rodzinie, która przestała być moja

— To nie jest twój dom — usłyszałam cicho, niemal szeptem, kiedy zamykałam drzwi do naszej sypialni. Głos Katarzyny, mojej szwagierki, rozbrzmiał w mojej głowie jeszcze długo po tym, jak zniknęła za drzwiami łazienki. Stałam przez chwilę nieruchomo, z dłonią na klamce, próbując zrozumieć, czy naprawdę to powiedziała, czy może tylko mi się wydawało. Ale nie — jej wzrok był zbyt zimny, zbyt pewny siebie. To nie był przypadek.

Wszystko zaczęło się kilka miesięcy wcześniej. Katarzyna rozwiodła się z mężem i nagle została sama z dwójką dzieci. Piotr, mój mąż, od razu zaproponował jej pomoc. — Przecież to rodzina — powtarzał mi wielokrotnie. — Nie możemy jej zostawić na lodzie. Wtedy jeszcze wierzyłam, że to tylko na chwilę. Że jakoś się dogadamy, że damy radę. Przecież zawsze byliśmy blisko z rodziną Piotra.

Pierwsze tygodnie były trudne, ale starałam się być wyrozumiała. Dzieci Katarzyny biegały po mieszkaniu, rozrzucały zabawki, a ona sama była wiecznie zmęczona i rozdrażniona. Piotr coraz częściej znikał z nią w kuchni, rozmawiali szeptem o jej problemach, a ja czułam się jak intruz we własnym salonie. Z czasem zaczęłam zauważać drobne zmiany: moje ulubione kubki nagle znikały ze stołu, kosmetyki w łazience były poprzestawiane, a w lodówce pojawiały się produkty, których nigdy nie kupowałam.

Pewnego wieczoru wróciłam do domu później niż zwykle. W kuchni siedzieli Piotr i Katarzyna, śmiali się do rozpuku nad jakimś wspomnieniem z dzieciństwa. Zatrzymałam się w progu i przez chwilę patrzyłam na nich — tak bliskich sobie, tak swobodnych. Poczułam ukłucie zazdrości i coś jeszcze — strach. Czy to możliwe, że powoli wypychają mnie z mojego własnego życia?

— Cześć — powiedziałam cicho, ale nikt nie zwrócił na mnie uwagi. Dopiero po chwili Piotr podniósł wzrok.

— O, już jesteś? Zrobić ci herbaty? — zapytał mechanicznie.

— Nie trzeba — odpowiedziałam i wyszłam do sypialni.

Tamtej nocy długo nie mogłam zasnąć. Słyszałam ich śmiech dobiegający z kuchni i czułam się coraz bardziej samotna. Przewracałam się z boku na bok, aż w końcu Piotr wszedł do pokoju.

— Co się dzieje? — zapytał z troską.

— Nic — odpowiedziałam szybko. — Po prostu jestem zmęczona.

Ale on nie dawał za wygraną.

— Wiem, że ci ciężko. Ale musisz zrozumieć sytuację Kasi. Ona naprawdę nie ma nikogo poza nami.

— A ja? — zapytałam cicho. — Ja też jestem tu sama.

Piotr westchnął ciężko i wyszedł bez słowa. Poczułam wtedy pierwszy raz, że coś między nami pękło.

Z każdym dniem było coraz gorzej. Katarzyna zaczęła zachowywać się jak gospodyni domu: przestawiała meble, zmieniała zasłony bez pytania, nawet zaczęła gotować obiady według swoich przepisów. Piotr był zachwycony — „W końcu ktoś gotuje jak mama!” — mówił z uśmiechem. Ja czułam się coraz bardziej zbędna.

Pewnego popołudnia wróciłam wcześniej z pracy i zobaczyłam Katarzynę siedzącą na moim ulubionym fotelu z filiżanką kawy w ręku. Rozmawiała przez telefon i śmiała się głośno.

— Tak, Piotrek jest cudowny! Zawsze mogę na niego liczyć…

Zatrzymałam się w progu i spojrzałam na nią pytająco.

— O, już jesteś? — rzuciła obojętnie.

— Tak… To mój fotel — powiedziałam cicho.

Spojrzała na mnie z kpiną.

— Teraz wszystko jest wspólne — odpowiedziała i wróciła do rozmowy.

Wieczorem próbowałam porozmawiać z Piotrem.

— Musimy ustalić jakieś zasady — powiedziałam stanowczo. — To jest nasz dom. Czuję się tu coraz gorzej.

Piotr spojrzał na mnie bezradnie.

— Przesadzasz… Kasia przechodzi trudny czas. Nie możesz być trochę bardziej wyrozumiała?

Poczułam łzy napływające do oczu.

— A co ze mną? Czy ktoś pyta mnie o zdanie? Czy ja też mam prawo do własnego domu?

Piotr milczał długo, a potem wyszedł do kuchni. Usłyszałam ich śmiech jeszcze tej samej nocy.

Zaczęłam unikać domu. Zostawałam dłużej w pracy, chodziłam na długie spacery po mieście. Warszawa wydawała mi się wtedy jedynym miejscem, gdzie mogę oddychać swobodnie. W domu czekała na mnie obca kobieta i mąż, który coraz bardziej oddalał się ode mnie.

Pewnego dnia znalazłam na stole list od Katarzyny: „Musisz się pogodzić z tym, że teraz jesteśmy rodziną. Jeśli ci to nie odpowiada… może powinnaś poszukać innego miejsca dla siebie?”

To był cios prosto w serce. Przez kilka dni chodziłam jak w transie, nie potrafiłam jeść ani spać. W końcu zebrałam się na odwagę i postanowiłam porozmawiać z Piotrem raz jeszcze.

— Musisz wybrać — powiedziałam mu prosto w oczy. — Albo ja, albo ona. Nie dam rady tak żyć.

Piotr patrzył na mnie długo w milczeniu. Widziałam w jego oczach ból i zagubienie.

— To moja siostra…

— A ja jestem twoją żoną! — krzyknęłam przez łzy.

Nie odpowiedział nic więcej tej nocy. Spał na kanapie w salonie razem z Katarzyną i jej dziećmi.

Następnego dnia spakowałam walizkę i wyprowadziłam się do koleżanki z pracy. Siedziałam u niej na kanapie i płakałam przez kilka godzin bez przerwy. Czułam się zdradzona przez wszystkich: przez męża, przez rodzinę, przez samą siebie za to, że pozwoliłam na to wszystko tak długo.

Dziś minęły już trzy miesiące od tamtych wydarzeń. Mieszkam sama w małym mieszkaniu na Żoliborzu i powoli uczę się żyć od nowa. Czasem budzę się w nocy i pytam siebie: kiedy mój dom przestał być moim domem? Czy można odzyskać siebie po takiej zdradzie? Może czasami trzeba odejść, żeby znów poczuć się sobą…