Związana przez Miłość: Moja Droga do Wolności od Pawła
— Gdzie byłaś tak długo? — głos Pawła rozbrzmiał w kuchni, gdy tylko przekroczyłam próg mieszkania. W dłoniach ściskałam siatkę z zakupami, a serce waliło mi jak młot. — Przecież mówiłam, że po pracy muszę jeszcze odebrać leki dla mamy — odpowiedziałam cicho, unikając jego wzroku. Wiedziałam, że nie powinnam się tłumaczyć, ale strach był silniejszy ode mnie. Paweł patrzył na mnie z chłodną obojętnością, a potem bez słowa wyjął z mojej torebki portfel i przejrzał paragon. — Znowu wydałaś za dużo — mruknął, odkładając portfel na stół. — Nie umiesz oszczędzać, dlatego ja muszę się tym zajmować.
Tak wyglądała moja codzienność od ponad pięciu lat. Oddawałam Pawłowi całą swoją pensję, wierząc, że tak wygląda prawdziwa miłość i zaufanie. On powtarzał, że robi to dla naszego wspólnego dobra, że tylko dzięki niemu nie popadniemy w długi. Przekonywał mnie, że jestem nieodpowiedzialna, że nie umiem zarządzać pieniędzmi, że bez niego sobie nie poradzę. Początkowo wierzyłam, że ma rację. Przecież kochałam go, ufałam mu. Ale z każdym miesiącem czułam się coraz bardziej jak więzień we własnym domu.
Moja mama, pani Zofia, próbowała mnie ostrzec. — Aniu, on cię niszczy — mówiła, gdy odwiedzałam ją w niedzielne popołudnia. — Nie widzisz, jak bardzo się zmieniłaś? Kiedyś byłaś radosna, pełna życia, a teraz tylko się boisz. — Mamo, nie przesadzaj — odpowiadałam, choć w środku czułam, że ma rację. Ale jak miałam przyznać się do porażki? Przecież wszyscy mówili, że Paweł to dobry chłopak, pracowity, spokojny. Tylko ja znałam jego drugą twarz — tę, która pojawiała się za zamkniętymi drzwiami naszego mieszkania w bloku na Pradze.
Najgorsze były wieczory. Siedziałam na kanapie, patrząc w telewizor, ale nie widząc obrazu. Paweł przeglądał moje wiadomości na telefonie, sprawdzał historię połączeń, czasem nawet dzwonił do moich koleżanek, żeby upewnić się, że mówię prawdę. — Nie masz nic do ukrycia, prawda? — pytał z uśmiechem, który przyprawiał mnie o dreszcze. — Przecież mnie kochasz, więc nie powinnaś mieć tajemnic.
Z czasem przestałam spotykać się z przyjaciółkami. Każde wyjście kończyło się awanturą, podejrzeniami, cichymi dniami. Ola, moja najbliższa przyjaciółka jeszcze z liceum, próbowała mnie wyciągnąć na kawę. — Anka, nie możesz tak żyć! — mówiła, gdy w końcu udało mi się wyrwać na godzinę. — On cię kontroluje, to nie jest normalne. — Ale ja… ja go kocham — szepnęłam, a łzy napłynęły mi do oczu. — On po prostu się o mnie martwi. — To nie jest troska, tylko przemoc — odpowiedziała stanowczo. — Zastanów się, ile jeszcze wytrzymasz.
W pracy też zaczęłam się zmieniać. Kiedyś byłam otwarta, lubiłam żartować z koleżankami, teraz unikałam rozmów, byle tylko nie wzbudzać podejrzeń Pawła. Bałam się, że ktoś powie mu coś, co źle zinterpretuje. Nawet szefowa, pani Iwona, zauważyła, że coś jest nie tak. — Aniu, wszystko w porządku? — zapytała pewnego dnia, gdy zostałyśmy same w kuchni. — Wyglądasz na bardzo zmęczoną. — Tak, wszystko dobrze — skłamałam, bo przecież nie mogłam powiedzieć prawdy. Wstydziłam się. Wstydziłam się, że pozwoliłam komuś tak bardzo sobą rządzić.
Najgorsze były noce, kiedy leżałam obok Pawła, a w głowie kłębiły mi się myśli. Czy to naprawdę jest miłość? Czy tak wygląda związek dwojga dorosłych ludzi? Dlaczego czuję się coraz bardziej samotna, choć on jest tuż obok? Bałam się odejść. Bałam się, że sobie nie poradzę, że nie będę miała gdzie mieszkać, że wszyscy mnie wyśmieją. Ale jeszcze bardziej bałam się, że jeśli zostanę, stracę siebie na zawsze.
Pewnego dnia, gdy wróciłam z pracy, Paweł czekał na mnie z nową listą wydatków. — Musisz zacząć oszczędzać na jedzeniu — powiedział, nie patrząc mi w oczy. — Za dużo wydajesz na głupoty. — Ale przecież to tylko podstawowe produkty… — zaczęłam, ale przerwał mi gestem ręki. — Nie dyskutuj. W tym domu ja decyduję.
Coś we mnie pękło. Poczułam, jak narasta we mnie bunt, jak wzbiera fala gniewu, której nie potrafiłam już dłużej tłumić. — A może to ja powinnam decydować o swoim życiu? — wyrzuciłam z siebie, sama zaskoczona własną odwagą. Paweł spojrzał na mnie z niedowierzaniem, a potem wybuchł śmiechem. — Ty? Przecież bez mnie nie dasz sobie rady. — Może czas się przekonać — odpowiedziałam, choć głos mi drżał.
Tej nocy nie spałam. Przewracałam się z boku na bok, analizując każdy szczegół naszego związku. Przypomniałam sobie, jak kiedyś marzyłam o podróżach, o własnym mieszkaniu, o pracy, którą będę kochać. Gdzie to wszystko się podziało? Kiedy pozwoliłam, żeby ktoś odebrał mi marzenia?
Następnego dnia po pracy poszłam do mamy. — Mamo, muszę z tobą porozmawiać — powiedziałam, a ona od razu wiedziała, że coś jest nie tak. — Chcę odejść od Pawła. Boję się, ale nie mogę już tak żyć. — Przytuliła mnie mocno, a ja poczułam, jak spada ze mnie ciężar, który nosiłam przez lata. — Aniu, zawsze możesz na mnie liczyć. Jesteś silniejsza, niż myślisz.
Zaczęłam powoli przygotowywać się do odejścia. Otworzyłam własne konto w banku, zaczęłam odkładać drobne sumy, szukałam mieszkania do wynajęcia. Każdy krok był okupiony strachem, ale też nadzieją. Paweł niczego się nie domyślał. Nadal kontrolował każdy mój ruch, ale ja już wiedziałam, że to tylko kwestia czasu.
W końcu nadszedł ten dzień. Spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy, zostawiłam mu list. — Odchodzę, bo chcę odzyskać siebie. Nie chcę już żyć w strachu. Proszę, nie szukaj mnie. — Drżały mi ręce, gdy zamykałam za sobą drzwi. Bałam się, ale czułam też ulgę. Po raz pierwszy od lat mogłam oddychać pełną piersią.
Dziś, gdy patrzę w lustro, widzę inną kobietę. Nadal się boję, czasem budzę się w nocy z lękiem, że Paweł wróci, że znowu mnie znajdzie. Ale wiem, że podjęłam właściwą decyzję. Uczę się na nowo ufać sobie, budować własne życie. Czasem zastanawiam się, jak mogłam tak długo pozwalać komuś sobą rządzić. Czy naprawdę miłość może być więzieniem? Czy można pokochać siebie na nowo po tylu latach strachu? Może ktoś z was zna odpowiedź…