Dlaczego moja córka nie chce opiekować się własną matką? Historia rozdarcia pewnej polskiej rodziny
– Magda, proszę cię, nie zostawiaj mnie z tym samego – mówię, czując jak głos więźnie mi w gardle. Stoję w kuchni, oparty o blat, a moja córka patrzy na mnie z chłodnym uporem. W jej oczach widzę gniew i coś jeszcze – może żal, może rozczarowanie. Za ścianą słychać cichy kaszel mojej żony, Ewy. Od miesięcy choruje na stwardnienie rozsiane. Każdy dzień to walka: o jej godność, o naszą rodzinę, o resztki normalności.
– Tato, ile razy mam powtarzać? Nie dam rady. Nie chcę tego robić – mówi Magda, a jej głos drży, choć stara się to ukryć.
Czuję, jakby ktoś ścisnął mnie za serce. Przecież to jej matka. Przecież kiedyś były nierozłączne. Przecież…
Ale przecież to nie takie proste.
Wszystko zaczęło się psuć kilka lat temu. Magda miała wtedy osiemnaście lat i właśnie zdała maturę. Zamiast świętować, w domu wybuchła awantura. Ewa znalazła w jej pokoju paczkę papierosów i butelkę wódki. Zrobiła z tego aferę na całą klatkę schodową. Krzyczała, że Magda ją zawiodła, że tak się nie wychowuje dzieci. Magda wybiegła wtedy z domu i nie wróciła przez dwa dni.
Od tamtej pory coś się między nimi popsuło na dobre. Ewa nie potrafiła przeprosić, Magda nie chciała rozmawiać. Ja próbowałem łagodzić sytuację, ale zawsze kończyło się na tym samym: „Tato, ty nic nie rozumiesz” albo „Janusz, musisz być twardszy”.
Teraz, kiedy Ewa jest coraz słabsza, a ja ledwo daję radę pogodzić pracę w warsztacie samochodowym z opieką nad nią, czuję się jak w potrzasku. Magda mieszka jeszcze z nami, ale coraz częściej wraca późno do domu albo zamyka się w swoim pokoju ze słuchawkami na uszach.
Wczoraj wieczorem Ewa poprosiła mnie o pomoc przy kąpieli. Z trudem podniosłem ją z łóżka i zaniosłem do łazienki. W pewnym momencie usłyszałem cichy płacz. – Przepraszam cię, Janusz – wyszeptała. – Nie tak miało być…
Nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Przecież też nie tak to sobie wyobrażałem.
Dziś rano znów próbowałem porozmawiać z Magdą.
– Magda, twoja mama cię potrzebuje. Ja też już nie mam siły…
– Tato! – przerwała mi ostro. – Całe życie tylko ona się liczyła! Zawsze miałam być grzeczna, pomagać, nie sprawiać problemów. A teraz mam rzucić wszystko i siedzieć przy niej dzień i noc? Ja też mam swoje życie!
Zaniemówiłem. Może rzeczywiście za bardzo skupialiśmy się na Ewie? Może Magda czuła się zawsze na drugim planie?
Wieczorem zadzwonił mój brat, Marek.
– Janusz, musisz pogadać z Magdą jak facet z facetem. Powiedz jej jasno: albo pomaga, albo niech się wyprowadzi.
– Marek… To nie takie proste.
– Właśnie że proste! Rozpieszczałeś ją całe życie.
Zacisnąłem pięści ze złością. Nikt nie rozumie tej sytuacji tak jak ja.
W nocy długo nie mogłem zasnąć. Słyszałem przez ścianę ciche szlochy Ewy i muzykę sączącą się z pokoju Magdy. Czułem się jak rozbitek na tratwie pośrodku sztormu.
Rano Ewa była bardzo słaba. Ledwo mówiła.
– Janusz… powiedz Magdzie… że ją kocham…
Poczułem łzy pod powiekami.
– Powiem – obiecałem.
Magda wyszła do pracy bez słowa. Zostawiła na stole kartkę: „Nie czekajcie na mnie z obiadem”.
Po południu przyszedł sąsiad, pan Zbyszek.
– Janusz, może trzeba by pomyśleć o hospicjum? Sam tego nie udźwigniesz…
Popatrzyłem na niego jak na wariata.
– To moja żona! Nie oddam jej do żadnego hospicjum!
Ale potem długo myślałem o jego słowach.
Wieczorem znów próbowałem porozmawiać z Magdą.
– Córciu…
– Tato, proszę cię… Nie chcę o tym gadać!
– Ale musimy! Mama jest coraz słabsza…
– A ja? Ja też jestem coraz słabsza! – wykrzyknęła nagle i wybiegła z domu trzaskając drzwiami.
Siedziałem długo w kuchni patrząc w pusty kubek po herbacie. W końcu przyszła Ewa.
– Janusz… może ona ma rację? Może za dużo od niej wymagamy?
– Ale przecież jesteśmy rodziną…
– Rodzina to nie tylko obowiązek…
Nie wiem już niczego na pewno.
Dziś Ewa zasnęła wcześniej niż zwykle. Siedzę przy jej łóżku i patrzę na jej wychudzoną twarz. Myślę o wszystkich błędach, które popełniłem jako mąż i ojciec. O tym, że nigdy nie nauczyliśmy się rozmawiać o uczuciach. Że zawsze wszystko zamiataliśmy pod dywan: pretensje, żale, lęki.
Magda wróciła późno w nocy. Weszła cicho do kuchni i nalała sobie herbaty.
– Tato…
Podniosłem głowę.
– Przepraszam – powiedziała cicho. – Po prostu… ja się boję. Boję się patrzeć na mamę taką słabą. Boję się, że ją stracimy…
Objąłem ją bez słowa.
Może jeszcze nie wszystko stracone?
Czasem myślę: czy można naprawić rodzinę wtedy, gdy wszystko już się rozsypało? Czy wystarczy nam odwagi, żeby powiedzieć sobie prawdę i zacząć od nowa? Co wy byście zrobili na moim miejscu?