Dziesięć lat po wygnaniu z domu przez własnych rodziców – czy potrafię im wybaczyć?

— Mamo, ktoś puka do drzwi! — krzyknął Daniel z przedpokoju, a ja poczułam, jak serce podchodzi mi do gardła. Był piątkowy wieczór, padał deszcz, a ja właśnie kończyłam zmywać naczynia po kolacji. Przez chwilę miałam nadzieję, że to tylko sąsiadka przyszła pożyczyć cukier, ale kiedy Daniel spojrzał przez wizjer i powiedział: — Mamo, to jakaś starsza pani i pan… — wiedziałam już, że to nie przypadek.

Wszystko wróciło do mnie jak lawina: tamten wieczór dziesięć lat temu, kiedy miałam osiemnaście lat i trzymałam w ręku test ciążowy. Pamiętam krzyk mamy: — Jak mogłaś nam to zrobić?! Co ludzie powiedzą?! — i zimne spojrzenie taty, który tylko rzucił: — Spakuj się. Nie możesz tu zostać. — Wtedy świat mi się zawalił. Wyszłam z domu z jedną torbą i sercem roztrzaskanym na milion kawałków.

Przez lata nie było ich w moim życiu. Nie dzwonili, nie pisali. Kiedy rodził się Daniel, byłam sama. Pamiętam ból porodowy i jeszcze większy ból w sercu, że nie mam nikogo bliskiego przy sobie. Potem była walka o każdy dzień: praca na kasie w Biedronce, wieczorne kursy, żeby zdobyć maturę, wynajmowanie pokoju w starej kamienicy, gdzie grzyb wychodził na ścianach. Ale dałam radę. Dla Daniela.

A teraz oni stali pod moimi drzwiami. Przez chwilę miałam ochotę udawać, że mnie nie ma. Ale Daniel już otwierał drzwi.

— Dzień dobry… — powiedział cicho, patrząc na nich z ciekawością.

Mama wyglądała starzej niż ją zapamiętałam. Miała siwe włosy i zmęczone oczy. Tata trzymał ją za rękę, jakby bał się, że zaraz się rozpadnie.

— Marto… — zaczęła mama, a jej głos zadrżał. — Czy możemy wejść?

Stałam jak sparaliżowana. Przez głowę przelatywały mi wszystkie te lata samotności, łzy Daniela, kiedy pytał: „Dlaczego nie mam dziadków?”, moje próby tłumaczenia mu świata bez rodziny.

— Nie wiem, czy to dobry pomysł — powiedziałam szczerze. — Minęło dziesięć lat.

Tata spuścił wzrok. — Wiem, że zawaliliśmy. Nie ma dnia, żebym o tym nie myślał.

Mama zaczęła płakać. — Marta… Przepraszam cię. Tak bardzo cię przepraszam… Byliśmy głupi. Baliśmy się ludzi, plotek… Zapomnieliśmy o tym, co najważniejsze.

Daniel patrzył na mnie pytająco. — Mamo, kim oni są?

Zacisnęłam dłonie w pięści. — To twoi dziadkowie — wyszeptałam.

Zapadła cisza. Czułam się rozdarta na pół: jedna część mnie chciała ich wyrzucić za drzwi i krzyczeć o każdą noc spędzoną w samotności, o każdy dzień walki o przetrwanie; druga część tęskniła za rodziną, za ciepłem domu, którego nigdy nie miałam szansy stworzyć dla Daniela.

— Chcemy ci pomóc… Jeśli tylko pozwolisz — powiedział tata cicho.

— Pomóc? Teraz? Po tylu latach? Gdzie byliście, kiedy najbardziej was potrzebowałam? Kiedy Daniel był chory i nie miałam pieniędzy na lekarza? Kiedy nie miałam co jeść?

Mama zaczęła szlochać głośniej. — Wiem… Wiem… Nie zasługujemy na wybaczenie…

Daniel podszedł do mnie i złapał mnie za rękę. — Mamo… może dasz im szansę?

Spojrzałam na niego i zobaczyłam w jego oczach coś, czego sama już dawno nie czułam: nadzieję.

— Nie wiem, czy potrafię wam wybaczyć — powiedziałam powoli. — Ale nie chcę też żyć z nienawiścią do końca życia.

Zaprosiłam ich do środka. Usiedliśmy przy kuchennym stole. Mama wyciągnęła zdjęcie sprzed lat: ja jako mała dziewczynka na kolanach taty.

— Codziennie patrzyłam na to zdjęcie i płakałam — powiedziała cicho. — Myślałam, że już nigdy cię nie zobaczę.

Rozmawialiśmy długo. O tym, jak bardzo się bali opinii sąsiadów; o tym, jak bardzo żałują; o tym, jak bardzo chcieliby poznać Daniela i być częścią naszego życia.

Ale czy można tak po prostu wymazać dziesięć lat bólu?

Kiedy wyszli tego wieczoru, Daniel przytulił mnie mocno.

— Mamo… ja chciałbym mieć dziadków.

Patrzyłam przez okno na ich oddalające się sylwetki i czułam w sobie burzę emocji: gniewu, żalu i tęsknoty za rodziną.

Czy można wybaczyć tak wielką krzywdę? Czy warto dać drugą szansę tym, którzy nas zawiedli? A może lepiej chronić siebie i swoje dziecko przed kolejnym rozczarowaniem?

Czasem myślę: czy odwaga to zamknięcie drzwi przed przeszłością – czy może ich otwarcie?