Moja mama odmawia mi pomocy, a ja muszę utrzymać rodzinę: Poruszająca historia Aliny z Katowic

– Mamo, proszę cię, tylko na dwie godziny. Muszę iść do pracy, a nie mam z kim zostawić dzieci – mój głos drżał, gdy stałam w przedpokoju jej mieszkania. Pachniało tu świeżo zaparzoną kawą i ciastem drożdżowym, które zawsze piekła w soboty. Moja mama, Danuta, spojrzała na mnie znad okularów i westchnęła ciężko.

– Alina, mówiłam ci już tyle razy. Ja już swoje wychowałam. Mam prawo do odpoczynku – jej słowa były jak zimny prysznic. Zza drzwi dobiegały śmiechy moich dzieci: Zosi, Michała i najmłodniej Hani. Wiedziałam, że słyszą naszą rozmowę.

Zacisnęłam pięści. Po śmierci Pawła wszystko się zmieniło. Zostałam sama z trójką dzieci w dwupokojowym mieszkaniu na osiedlu Tysiąclecia w Katowicach. Pracowałam na pół etatu w sklepie spożywczym, bo tylko tyle mogłam pogodzić z opieką nad dziećmi. Każda złotówka była na wagę złota. A mama… Mama miała czas. Miała zdrowie. Ale nie miała chęci.

– Mamo, ja nie proszę cię o wiele. Tylko dziś. Michał ma gorączkę, nie mogę go zostawić samego – próbowałam jeszcze raz.

– Alina, nie rozumiesz? Ja też mam swoje życie! – podniosła głos. – Chcę pojechać do sanatorium, spotkać się z koleżankami. Nie będę siedzieć zamknięta z twoimi dziećmi.

Poczułam łzy pod powiekami. Wyszłam na klatkę schodową i oparłam się o zimną ścianę. Przez chwilę miałam ochotę krzyczeć. Zawsze byłam tą „grzeczną córką”, która nie sprawiała problemów. Teraz byłam dla niej ciężarem.

Wróciłam do domu. Michał leżał na kanapie z rozpalonym czołem, Zosia próbowała go pocieszyć, a Hania płakała, bo chciała na plac zabaw. Usiadłam na podłodze i przytuliłam je wszystkie naraz.

– Damy radę – wyszeptałam bardziej do siebie niż do nich.

Wieczorem zadzwoniła moja siostra, Marta.

– Słyszałam, że znowu byłaś u mamy – zaczęła bez przywitania.

– Tak… – odpowiedziałam cicho.

– Wiesz, ona też ma swoje życie. Nie możesz ciągle na nią liczyć – jej głos był chłodny.

– Ale ja nie mam nikogo innego! – wybuchłam. – Ty masz męża, możesz sobie pozwolić na wyjście do kina czy fryzjera! Ja nawet nie mogę spokojnie pójść do pracy!

Po tej rozmowie długo płakałam. Czułam się samotna jak nigdy wcześniej.

Następnego dnia rano zadzwonił szef ze sklepu.

– Alina, jeśli dziś nie przyjdziesz, będziemy musieli poszukać kogoś innego – powiedział bez cienia współczucia.

Spojrzałam na śpiącego Michała i poczułam bezsilność. Zadzwoniłam do sąsiadki, pani Haliny.

– Pani Alinko, ja bym bardzo chciała pomóc, ale sama ledwo chodzę…

Zostałam sama ze swoim problemem.

W pracy byłam myślami w domu. Czy Michałowi nie pogorszy się? Czy Zosia da radę przypilnować Hani? Każdy klient wydawał mi się obcy i wrogi. Kiedy wróciłam po południu, dzieci były głodne i przestraszone. Michał miał wyższą gorączkę.

Zadzwoniłam do lekarza rodzinnego. – Proszę przyjść jutro rano – usłyszałam bezduszny głos w słuchawce.

W nocy Michał zaczął majaczyć. Zawinęłam go w koc i pobiegłam z nim na pogotowie, ciągnąc za rękę Zosię i Hanię. W poczekalni siedzieliśmy dwie godziny. Lekarz powiedział: – To wirusówka, proszę podawać dużo płynów i obserwować.

Wracając do domu o czwartej nad ranem, czułam się jak wrak człowieka. Dzieci spały wtulone we mnie w tramwaju.

Kilka dni później dostałam wypowiedzenie z pracy. Szef powiedział: – Potrzebuję kogoś dyspozycyjnego.

Zaczęły się telefony od komornika – Paweł zostawił po sobie długi, o których nie wiedziałam. Zaczynało brakować pieniędzy nawet na jedzenie.

Któregoś dnia zadzwoniła mama.

– Alina… Może przyjdziecie na obiad w niedzielę? – zapytała niepewnie.

– Nie wiem… – odpowiedziałam szczerze. – Mamo, dlaczego mi nie pomagasz? Dlaczego zostawiłaś mnie samą?

Po drugiej stronie słuchawki zapadła cisza.

– Boję się… Boję się, że nie dam rady… Że znowu będziesz ode mnie wymagać coraz więcej… Ja już jestem zmęczona życiem…

Po raz pierwszy usłyszałam w jej głosie strach i bezradność.

W niedzielę poszliśmy do niej na obiad. Mama była spięta, ale starała się być miła dla dzieci. Po obiedzie usiadłyśmy same w kuchni.

– Mamo… Ja naprawdę nie mam nikogo innego – powiedziałam cicho.

Mama spojrzała na mnie ze łzami w oczach.

– Przepraszam cię… Nie umiem być taką babcią jak inne… Ale spróbuję…

Nie wiem, czy coś się zmieniło na zawsze. Ale tego dnia poczułam cień nadziei.

Czasem myślę: czy to ja jestem złą córką, bo proszę o pomoc? Czy może to świat jest taki okrutny dla samotnych matek? Czy naprawdę musimy wszystko dźwigać same?