Złamane skrzydła: Historia Magdy z podwarszawskiego blokowiska
– Magda, ile razy mam ci powtarzać, żebyś nie wracała tak późno?! – głos ojca rozbrzmiewał w ciasnej kuchni, odbijając się echem od obdrapanych ścian. Stałam w progu, z plecakiem na jednym ramieniu, zmarznięta i zmęczona po całym dniu w szkole i dorywczej pracy w piekarni. Mama siedziała przy stole, zgarbiona, z oczami wbitymi w popękany blat. Wiedziałam, że zaraz zacznie się kolejna awantura, a ja nie mam już siły tłumaczyć, że muszę pracować, żebyśmy mieli na rachunki.
– Przepraszam, tato, ale musiałam zostać dłużej. Szefowa prosiła, żebym pomogła przy zamówieniu – odpowiedziałam cicho, starając się nie patrzeć mu w oczy. Ojciec podszedł bliżej, czułam od niego zapach wódki i papierosów. – Zawsze masz wymówki! – krzyknął, a mama drgnęła, jakby chciała się schować pod stołem. – Może jakbyś się lepiej uczyła, nie musiałabyś pracować! – dodał, a ja poczułam, jak łzy napływają mi do oczu. Nie wiedział, że mam najlepsze oceny w klasie, że marzę o studiach na psychologii, że każda zarobiona złotówka to dla mnie krok do wolności.
Wyszłam z kuchni, trzaskając drzwiami. W pokoju siostry, małej Oli, panował półmrok. Siedziała na łóżku z pluszowym misiem, słuchając wszystkiego przez cienką ścianę. – Magda, dlaczego tata tak krzyczy? – zapytała cicho. Usiadłam obok niej, przytuliłam ją mocno. – Nie martw się, Ola. Kiedyś stąd wyjedziemy, obiecuję – wyszeptałam, choć sama nie wierzyłam w te słowa.
Każdy dzień wyglądał podobnie. Rano szkoła, potem praca, wieczorem domowe piekło. Mama coraz częściej zamykała się w łazience, płakała po cichu, żeby ojciec nie słyszał. Ja starałam się być silna, ale czasem miałam ochotę po prostu zniknąć. Moje marzenia o studiach wydawały się nierealne, a jedyną ucieczką były książki i rozmowy z przyjaciółką, Kasią. To ona dawała mi nadzieję, że życie może wyglądać inaczej.
Pewnego wieczoru, kiedy wróciłam do domu, zastałam mamę z podbitym okiem. Ola płakała w swoim pokoju, a ojciec spał na kanapie, otoczony pustymi butelkami. – Mamo, musimy coś zrobić. Nie możemy tak żyć – powiedziałam, ściskając jej dłoń. – On się zmieni, Magda. Obiecał, że przestanie pić – szepnęła, ale w jej głosie nie było wiary. Wiedziałam, że to tylko złudzenie, że nic się nie zmieni, dopóki nie zrobimy tego same.
Zadzwoniłam do Kasi. – Nie wytrzymam już dłużej. Boję się o Olę, o mamę. Co mam robić? – zapytałam, a łzy płynęły mi po policzkach. – Magda, musisz zgłosić to na policję. Albo do ośrodka pomocy. Nie możesz być za to odpowiedzialna sama – odpowiedziała stanowczo. Bałam się, ale wiedziałam, że ma rację.
Następnego dnia poszłam do szkolnej pedagog, pani Ewy. Opowiedziałam jej wszystko, choć głos mi drżał, a ręce pociły się ze strachu. – Magda, jesteś bardzo dzielna. Pomogę wam – powiedziała, przytulając mnie. Po raz pierwszy od dawna poczułam, że ktoś mnie rozumie.
Zaczęła się lawina wydarzeń. Policja, rozmowy z pracownikiem socjalnym, wizyty w domu. Ojciec był wściekły, groził, że nas zostawi, że zabierze Olę. Mama była przerażona, ale po raz pierwszy stanęła po naszej stronie. – Dość tego, Andrzej. Albo się leczysz, albo odchodzimy – powiedziała, a jej głos był twardszy niż kiedykolwiek.
Ojciec zgodził się na terapię, ale nie wierzyłam, że to coś zmieni. Przez kilka tygodni było spokojniej, ale napięcie wisiało w powietrzu. Ja skupiłam się na nauce, na pracy, na opiece nad Olą. Marzyłam o tym, żeby dostać się na studia, żeby wyrwać się z tego miejsca, zacząć nowe życie.
W końcu nadszedł dzień matury. Siedziałam w ławce, trzymając długopis, a w głowie miałam tylko jedno: muszę to zrobić dla siebie, dla Oli, dla mamy. Po egzaminach przyszły wyniki – dostałam się na psychologię na Uniwersytecie Warszawskim. Płakałam ze szczęścia, a mama po raz pierwszy od lat się uśmiechnęła.
Wyprowadziłam się do Warszawy, zamieszkałam w akademiku. Ola i mama zostały na blokowisku, ale często do nich wracałam. Ojciec czasem dzwonił, przepraszał, obiecywał poprawę. Nie wierzyłam już w jego słowa, ale nauczyłam się wybaczać – dla siebie, nie dla niego.
Dziś jestem na trzecim roku studiów. Pracuję w poradni, pomagam dzieciom, które przechodzą przez to samo, co ja kiedyś. Wiem, że nie zmienię przeszłości, ale mogę zmienić przyszłość – swoją i innych. Czasem patrzę w lustro i pytam siebie: czy naprawdę jestem już wolna? Czy kiedyś przestanę się bać? Może wy też znacie to uczucie – jak myślicie, czy można naprawdę uwolnić się od własnej przeszłości?