Za późna decyzja: Kiedy mama zamieszkała ze mną, wszystko się zmieniło

– Mamo, nie możesz już zostać sama – powiedziałam, patrząc na nią, jak siedzi na kanapie w salonie, wpatrzona w okno, za którym powoli zapadał listopadowy zmierzch. Jej dłonie, kiedyś tak pewne i silne, teraz drżały lekko na kolanach. W powietrzu unosił się zapach starego domu, który od śmierci taty wydawał się jeszcze bardziej pusty. – Nie chcę być ciężarem, Aniu – odpowiedziała cicho, nie odrywając wzroku od szarego nieba. – Mamo, nie jesteś ciężarem. Po prostu… po prostu nie chcę, żebyś była sama.

To była decyzja, którą podjęłam z serca, ale też z poczucia obowiązku. Po pogrzebie taty wszystko się zmieniło. Mama przestała wychodzić z domu, coraz częściej zapominała o drobnych rzeczach, a ja, choć miałam własną rodzinę, pracę i życie, nie mogłam patrzeć, jak gaśnie w samotności. Mój mąż, Tomek, nie był zachwycony. – Anka, przecież mamy dwójkę dzieci, ledwo ogarniamy codzienność. Jak to sobie wyobrażasz? – pytał, kiedy po raz pierwszy wspomniałam o tym pomyśle. – Nie wiem, Tomek. Ale nie mogę jej zostawić samej. To moja mama.

Przeprowadzka była logistycznym koszmarem. Mama nie chciała zostawić swojego domu, swoich rzeczy, wspomnień. – A co z ogrodem? Kto będzie podlewał moje róże? – pytała z rozpaczą, a ja nie potrafiłam jej odpowiedzieć. W końcu, po wielu łzach i kłótniach, spakowałyśmy kilka najważniejszych rzeczy i przyjechałyśmy do mojego mieszkania na warszawskim Ursynowie. Dzieci były zdezorientowane. – Babcia będzie z nami mieszkać na zawsze? – pytała Zosia, a ja nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Tomek chodził naburmuszony, a ja czułam, jak narasta we mnie napięcie, którego nie potrafiłam rozładować.

Pierwsze tygodnie były trudne. Mama nie mogła się odnaleźć w nowym miejscu. Wszystko ją drażniło – hałas ulicy, brak ogrodu, inny rozkład dnia. – U was nawet herbata smakuje inaczej – mruczała pod nosem. Zosia i Kuba, moje dzieci, próbowali ją rozbawić, ale ona tylko kiwała głową i wracała do swojego pokoju, gdzie godzinami siedziała w ciszy. Ja biegałam między pracą, domem, szkołą dzieci, a opieką nad mamą. Zaczęłam zaniedbywać siebie, przestałam spotykać się z przyjaciółkami, nawet z Tomkiem rozmawialiśmy coraz mniej.

Pewnego wieczoru, kiedy wróciłam do domu po długim dniu, zastałam Tomka w kuchni. – Tak dalej być nie może, Anka. Twoja mama nas wszystkich przytłacza. Dzieci są zestresowane, ja czuję się jak intruz we własnym domu. Ty jesteś wiecznie zmęczona. – A co mam zrobić, Tomek? Oddać ją do domu opieki? – wybuchłam, a łzy napłynęły mi do oczu. – Nie wiem. Ale nie możemy tak żyć.

Wtedy po raz pierwszy poczułam, że jestem rozdarta na pół. Z jednej strony chciałam być dobrą córką, z drugiej – dobrą żoną i matką. Każda decyzja wydawała się zła. Mama coraz częściej miała pretensje – że nie mam dla niej czasu, że dzieci są za głośne, że Tomek nie okazuje jej szacunku. – Kiedyś rodziny trzymały się razem, a teraz każdy myśli tylko o sobie – mówiła z goryczą. – Mamo, staram się jak mogę! – krzyczałam, a potem zamykałam się w łazience i płakałam w samotności.

W pracy zaczęłam popełniać błędy. Szefowa wezwała mnie na rozmowę. – Aniu, co się z tobą dzieje? Zawsze byłaś taka zorganizowana. – Przepraszam, mam trudny czas w domu – wymamrotałam, czując, jak wstyd i bezsilność ściskają mi gardło. Przestałam spać. W nocy leżałam i myślałam: czy zrobiłam dobrze? Czy nie powinnam była zostawić mamy w jej domu, zorganizować opiekunki? Ale przecież nie miała nikogo poza mną.

Pewnego dnia, kiedy wróciłam do domu wcześniej, usłyszałam podniesione głosy z pokoju mamy. – Babciu, czemu jesteś taka smutna? – pytała Zosia. – Bo tęsknię za dziadkiem i za moim domem – odpowiedziała mama, a jej głos był pełen bólu. – Ale my cię kochamy, babciu – powiedział Kuba i przytulił ją mocno. Wtedy zobaczyłam, jak mama po raz pierwszy od miesięcy się uśmiecha. Może nie wszystko było stracone?

Zaczęłam szukać pomocy. Zapisałam mamę do klubu seniora, gdzie mogła spotykać się z innymi osobami w jej wieku. Zorganizowałam opiekunkę na kilka godzin w tygodniu, żeby mieć czas dla siebie i rodziny. Z Tomkiem poszliśmy na terapię małżeńską. Nie było łatwo, ale powoli zaczęliśmy odzyskiwać równowagę. Mama wciąż tęskniła za domem, ale coraz częściej brała udział w życiu rodziny. Zosia nauczyła ją korzystać z tabletu, żeby mogła rozmawiać z koleżankami z dawnej pracy. Kuba pokazywał jej swoje rysunki, a Tomek – choć z początku niechętnie – zaczął z nią rozmawiać o polityce i ogrodnictwie.

Nie wszystko się ułożyło. Czasem wciąż kłócimy się o drobiazgi, czasem mam ochotę uciec na koniec świata. Ale nauczyłam się, że rodzina to nie tylko radość, ale też ciężar, który trzeba nieść razem. Czasem żałuję, że nie podjęłam tej decyzji wcześniej, zanim mama tak bardzo się zamknęła w sobie. Czasem mam żal do siebie, że nie potrafię być idealną córką, matką, żoną. Ale wiem, że zrobiłam wszystko, co mogłam.

Wieczorem, kiedy siedzę z mamą przy herbacie, patrzę na jej zmęczone oczy i myślę: czy naprawdę można przygotować się na taki moment w życiu? Czy kiedykolwiek będę pewna, że postąpiłam właściwie? Może wy też macie podobne doświadczenia? Jak poradziliście sobie z opieką nad bliskimi, kiedy życie postawiło was pod ścianą?