„Mamo, jeśli się nie uspokoisz, odejdę na zawsze” – Moje urodziny, które zmieniły wszystko

– Mamo, jeśli się nie uspokoisz, odejdę na zawsze! – krzyknęła Marta, trzaskając drzwiami mojego mieszkania. Jej głos wciąż dźwięczył mi w uszach, choć minęło już kilka godzin. Stałam w kuchni, patrząc na niedojedzony tort i rozsypane na stole konfetti. W powietrzu unosił się zapach świeżo zaparzonej kawy i… czegoś jeszcze. Może żalu? Może rozczarowania?

To miały być moje urodziny. Sześćdziesiąte piąte. Dzień, który planowałam od miesięcy – chciałam, żeby był wyjątkowy. Zaprosiłam Martę i jej męża, Tomka. Miałam nadzieję, że przyjdą też wnuki, ale Marta powiedziała, że są przeziębione. I tak już byłam wdzięczna, że przyszli we dwoje.

Od rana czułam napięcie. Marta była jakaś rozkojarzona, Tomek co chwilę zerkał na telefon. Próbowałam rozładować atmosferę żartami, ale czułam, że coś jest nie tak. W końcu, kiedy siedliśmy do stołu, nie wytrzymałam.

– Marta, czy ty mnie w ogóle słuchasz? – zapytałam z wyrzutem.

– Mamo, przecież słucham… – odpowiedziała zniecierpliwiona.

– Nie wydaje mi się. Odkąd weszłaś, jesteś gdzieś myślami. Nawet nie spojrzałaś na prezent ode mnie dla dzieci.

– Bo one są chore! – wybuchła Marta. – Poza tym…

– Poza tym co? – przerwałam jej. – Zawsze masz jakieś „poza tym”. Zawsze coś jest ważniejsze ode mnie.

Tomek spuścił wzrok. Marta zacisnęła usta i przez chwilę milczała. W końcu podniosła głos:

– Mamo, nie wszystko kręci się wokół ciebie! Może czas to zrozumieć?

Poczułam się tak, jakby ktoś uderzył mnie w twarz. Przez chwilę nie mogłam złapać tchu.

– Przepraszam, że chciałam spędzić z tobą ten dzień – powiedziałam cicho. – Ale widzę, że to był błąd.

Marta spojrzała na mnie z bólem i złością jednocześnie.

– Ty zawsze wszystko obracasz przeciwko mnie! Zawsze muszę być taka, jak chcesz! Nigdy nie pytasz, jak ja się czuję!

Wtedy padły te słowa: „Mamo, jeśli się nie uspokoisz, odejdę na zawsze”.

Trzasnęły drzwi. Zostałam sama.

Usiadłam przy stole i zaczęłam płakać. Łzy kapały na obrus, który wyciągnęłam specjalnie na tę okazję. Przypomniały mi się inne urodziny – te sprzed lat, kiedy Marta była mała i biegała wokół stołu z balonami. Kiedy śmiała się do rozpuku i tuliła mnie bez powodu.

Kiedy to wszystko się zmieniło? Kiedy przestałyśmy być sobie bliskie?

Zadzwonił telefon. Mama Tomka pytała, czy wszystko w porządku. Skłamałam: „Tak, świetnie się bawimy”.

Wieczorem długo chodziłam po mieszkaniu. Otwierałam szafki, przestawiałam filiżanki. W końcu usiadłam przy oknie i zaczęłam pisać list do Marty. Pisałam o tym, jak bardzo ją kocham i jak bardzo boli mnie to, że się oddaliłyśmy. Pisałam o swoich lękach – o tym, że boję się samotności bardziej niż czegokolwiek innego.

Ale nie wysłałam tego listu. Bałam się jej reakcji. Bałam się kolejnego odrzucenia.

Następnego dnia zadzwoniła sąsiadka, pani Zosia.

– Wanda, co się stało? Słyszałam krzyki…

Opowiedziałam jej wszystko. Pani Zosia pokiwała głową.

– Dzieci teraz są inne – powiedziała cicho. – Ale to nie znaczy, że nie kochają swoich matek.

Przez kolejne dni żyłam jak we śnie. Nie jadłam, nie spałam. Czekałam na telefon od Marty. Nic.

W końcu zebrałam się na odwagę i zadzwoniłam pierwsza.

– Marta…

– Mamo…

Obie zaczęłyśmy mówić jednocześnie i obie zamilkłyśmy.

– Przepraszam – powiedziałam w końcu. – Nie powinnam była tak na ciebie naciskać.

Po drugiej stronie słyszałam jej płacz.

– Ja też przepraszam… Po prostu… Jest mi ostatnio bardzo ciężko… Tomek stracił pracę, dzieci chorują… A ja nie chciałam ci psuć urodzin.

Poczułam ulgę i smutek jednocześnie.

– Marto… Ja tylko chciałam być częścią twojego życia…

– Jesteś, mamo. Ale czasem potrzebuję trochę przestrzeni.

Rozmawiałyśmy długo. O wszystkim i o niczym. O tym, jak bardzo się boimy przyszłości i jak trudno nam czasem ze sobą rozmawiać bez wybuchów.

Kiedy skończyłyśmy rozmowę, poczułam się lżejsza. Ale wiedziałam też, że nic już nie będzie takie samo jak dawniej.

Czasem zastanawiam się: czy można cofnąć słowa wypowiedziane w gniewie? Czy da się naprawić to, co zostało zniszczone przez jedno popołudnie? A może najważniejsze jest to, żeby próbować – nawet jeśli boimy się kolejnego odrzucenia?