Nie powiedziałam mężowi prawdy o mojej podwyżce – a on spakował się i odszedł
– Znowu nie zapłaciłeś za prąd, Michał? – zapytałam, patrząc na niego z niedowierzaniem, kiedy wróciłam do domu i zobaczyłam, że światła nie działają. W kuchni panował półmrok, a on siedział przy stole, wpatrzony w telefon, jakby nic się nie stało.
– Przecież mówiłem, że miałem trudny miesiąc – odpowiedział, nie podnosząc wzroku. – Wypłata przyszła później, a musiałem oddać dług Tomkowi.
Zacisnęłam pięści. To nie był pierwszy raz. Od miesięcy żyliśmy na krawędzi, a ja coraz częściej czułam, że wszystko jest na mojej głowie. Michał był dobrym człowiekiem, ale nieodpowiedzialnym. Zawsze miał jakieś wymówki, zawsze coś ważniejszego niż rachunki, niż nasze wspólne życie. A ja… ja byłam zmęczona. Zmęczona tym, że muszę być tą rozsądną, tą, która ogarnia wszystko, podczas gdy on pozwala sobie na beztroskę.
W pracy dostałam podwyżkę. Niewielką, ale wystarczającą, by poczuć ulgę. Przez chwilę rozważałam, czy powiedzieć Michałowi. Ale przypomniałam sobie, jak wyglądały nasze wcześniejsze rozmowy o pieniądzach. Zawsze kończyły się kłótnią, pretensjami, a potem on wydawał więcej, niż powinniśmy. Postanowiłam więc zachować to dla siebie. Otworzyłam osobne konto, na które przelewałam nadwyżkę. Myślałam, że robię to dla nas – na czarną godzinę, na spłatę długów, na przyszłość. Ale z każdym kolejnym miesiącem czułam coraz większy ciężar tego sekretu.
– Może powinniśmy się zastanowić nad jakimiś oszczędnościami – rzuciłam pewnego wieczoru, próbując delikatnie naprowadzić go na temat. – Może mniej wyjść z chłopakami, mniej zamawiania jedzenia?
– Znowu zaczynasz? – warknął. – Przecież nie żyjemy jak królowie. Trochę luzu by ci się przydało.
Zacisnęłam zęby. Nie chciałam kolejnej awantury. Wolałam milczeć. Wolałam ukrywać, że mam coś więcej, niż on myśli. W końcu to ja płaciłam za większość rachunków, ja robiłam zakupy, ja dbałam o to, żebyśmy mieli co jeść. Michał coraz częściej znikał wieczorami, tłumacząc się pracą albo spotkaniami z kolegami. Coraz rzadziej rozmawialiśmy o czymś innym niż pieniądze.
Któregoś dnia wróciłam do domu wcześniej. W przedpokoju stała jego walizka. Michał krzątał się po mieszkaniu, zbierając swoje rzeczy. Zamarłam w drzwiach.
– Co się dzieje? – zapytałam, głos mi zadrżał.
– Wiem o twojej podwyżce – powiedział cicho, nie patrząc mi w oczy. – Wiem, że masz drugie konto. Znalazłem wyciąg w twojej torebce.
Serce mi zamarło. Przez chwilę nie mogłam złapać tchu.
– Michał, ja… To nie tak, jak myślisz. Chciałam tylko…
– Chciałaś co? – przerwał mi ostro. – Ukrywać przede mną pieniądze? Myślałaś, że jestem idiotą? Że nie zauważę?
– Bałam się, że znowu wszystko wydasz! – wybuchłam. – Bałam się, że nie będziemy mieli na życie, że znowu będę musiała pożyczać od rodziców!
– Więc postanowiłaś mnie okłamywać? – jego głos był zimny jak lód. – To tak wygląda twoje zaufanie?
Patrzyłam na niego, a łzy napływały mi do oczu. Chciałam mu wytłumaczyć, że robiłam to z troski, że nie chciałam go ranić. Ale on już nie słuchał. Spakował się i wyszedł, trzaskając drzwiami.
Zostałam sama w pustym mieszkaniu. Przez kilka dni nie mogłam się pozbierać. Próbowałam do niego dzwonić, pisać, tłumaczyć się, ale nie odbierał. W pracy udawałam, że wszystko jest w porządku, ale w środku czułam się jak wrak. Zaczęłam analizować każdy szczegół naszego życia, każdą rozmowę, każde niedopowiedzenie. Czy naprawdę powinnam była być szczera za wszelką cenę? Czy może czasem lepiej przemilczeć prawdę, jeśli ona może tylko zranić?
Po tygodniu Michał przyszedł. Wyglądał na zmęczonego, przygarbionego. Usiadł naprzeciwko mnie przy kuchennym stole.
– Wiesz, co mnie najbardziej zabolało? – zapytał cicho. – Że nie zaufałaś mi nawet na tyle, żeby powiedzieć prawdę. Że wolałaś mnie traktować jak dziecko.
– Przepraszam – wyszeptałam. – Ale ja też się bałam. Bałam się, że znowu wszystko się rozpadnie, że nie damy rady.
Milczeliśmy długo. W końcu Michał wstał.
– Muszę się zastanowić, czy potrafię ci jeszcze zaufać – powiedział. – I czy ty potrafisz zaufać mnie.
Zostałam sama z tysiącem myśli. Czy naprawdę szczerość zawsze jest najlepszym wyjściem? Czy czasem nie lepiej chronić siebie i bliskich przed prawdą, która może zniszczyć wszystko? A może to właśnie brak zaufania niszczy najbardziej? Co wy byście zrobili na moim miejscu?